Chcesz spełniać swoje marzenia? Rozczarujesz się.

marzenia, rozczarowanie, szczęście

Marzenia są wspaniałe! Szczególnie te oglądane na ekranie telewizora, w postach znajomych na facebooku, we wpisach znanych i mniej znanych blogerów, w zdjęciach obcych ludzi na Instagramie… kolorowe, pełne energii, atrakcyjne, szczęśliwe i niezwykle pociągające. Tak, jak wyobrażenia o życiu niektórych ludzi. Znasz przecież kogoś, komu zazdrościsz… niekoniecznie w złym sensie tego słowa, ale kogoś, komu chętnie podkradłbyś kawałek życia… jakąś daleką podróż, wielką miłość, niezwykły talent, stanowisko zawodowe, przyjaciół, wygląd, kilka cech charakteru, jak na przykład otwartość, czy poczucie humoru lub wyjątkowo zasobne konto w banku… To nic złego. To po prostu coś, czego dzisiaj Ci brakuje. Być może nawet postanowisz coś zmienić i zrealizować swoje marzenie… o umiejętności posługiwania się kilkoma językami, o podróży dookoła świata, o zamieszkaniu w cieplejszym zakątku kuli ziemskiej, o życiu ze swojej pasji, o schudnięciu 20 kg lub nauczeniu się tańczyć…

Zazwyczaj zachęcałabym Cię do realizacji każdego z tych marzeń. Ale dzisiaj postanowiłam być z Tobą boleśnie szczera: Nie realizuj ich. Zostań na wygodnej kanapie, w swojej strefie komfortu i najlepiej w ogóle przestań marzyć. Serio.

No chyba, że…

Chyba, że jesteś w stanie ponieść porażkę.

Wyobraź to sobie… najpierw godzinami, dniami, miesiącami o czymś marzysz… z każdą chwilą zaczynasz tego mocniej pragnąć i coraz silniej za tym tęsknisz. W końcu rodzi się w Tobie jakiś zapał i wiara, że być może się uda, że istnieją możliwości… i pojawia się odwaga do ruszenia się z kanapy i wyjścia poza bezpieczną strefę. Robisz jeden, krok, drugi i postanawiasz iść dalej. Na początku nie jest łatwo, musisz pokonać wiele przekonań, swoich i innych ludzi, musisz nauczyć się wielu nowych umiejętności i zmierzyć się z doświadczeniami, o których nie masz pojęcia. Potem robi się jeszcze ciężej… pojawiają się bolesne potknięcia i rośnie ilość porażek. Emocje są coraz trudniejsze, a Ty jesteś coraz bliższy rezygnacji. Coraz więcej spraw spada na Twoją głowę, a komplikacje piętrzą się w nieskończoność. Chwilami już nawet nie widzisz swojego marzenia, bo jeden problem przysłania kolejny, jeszcze większy i jeszcze trudniejszy do rozwiązania. Do tego wszystkiego zostajesz sam. Nikt Cię nie rozumie, nikt Cię nie wspiera i nikt Ci nie pomaga. Toczysz kolejne bitwy resztkami sił. I w końcu, po tygodniach, miesiącach, latach wysiłków, musisz się poddać. Nie udało się. Próbowałeś, ale jedyne, co czujesz, to żal, smutek, rozczarowanie i złość. Na świat, na siebie, na stracone lata. Serce Ci pęka z żalu i nie możesz nic na to poradzić. Życie postanowiło z Ciebie zadrwić, a teraz Ty masz ochotę wysadzić w kosmos wszystkich tych ludzi, obserwowanych w telewizji, Internecie, czy kolorowych czasopismach… masz ochotę zbojkotować każde wystąpienie motywacyjne i pobić każdego, kto kiedykolwiek powiedział, że marzenia się spełniają. Czujesz, że zawali się cały Twój świat. I żałujesz… tak bardzo żałujesz, że nie zostałeś na swojej kanapie.

 

Jesteś na to gotowy?

 

Jeśli nie, to nawet nie próbuj wstawać z kanapy. Rozczarujesz się tylko, a niespełnione marzenie złamie Ci serce.

 

Ale co jeśli…

Co jeśli te wszystkie lata były potrzebne do tego, abyś stał się silniejszy?

Co jeśli te wszystkie bitwy nauczyły Cię, że przegrywa tylko ten, kto jest silny, bo ten, kto jest słaby, się od razu poddaje?

Co jeśli te wszystkie porażki nauczyły Cię dystansu do siebie samego i dzięki nim stałeś się lepszym człowiekiem?

Co jeśli te doświadczenia były niezbędne do realizacji o wiele większych i wspanialszych marzeń, których do tej pory nie dostrzegałeś?

Co jeśli tylko dzięki tym trudnym latom poznałeś prawdziwego siebie?

Co jeśli tylko dzięki temu, że walczyłeś, dzisiaj nie łatwo Cię złamać byle drobnostką?

Co jeśli dzięki temu, że było tak trudno, dzisiaj doceniasz o wiele głębiej piękno życia?

Co jeśli dzięki temu, że tak wiele razy zostałeś sam, dzisiaj znasz swoich prawdziwych przyjaciół?

Co jeśli przez cały ten czas, nawet jeśli tego nie dostrzegałeś i nie czułeś, cały świat walczył razem z Tobą i był po Twojej stronie?

Co jeśli idąc tą drogą, otworzyłeś wiele drzwi, dzięki którym Twoje życie wzniesie się na całkiem inny poziom?

Co jeśli Twoje życie się tutaj nie kończy, a dopiero naprawdę się zaczyna… ?

 

Co jeśli…

 

Marzenia są wspaniałe. Ale nie wyglądają tak, jak w kolorowych czasopismach i na instagramowych profilach… są raczej jak nauka jazdy na rowerze, której towarzyszy nieskończona ilość bolesnych upadków, wysokich krawężników, niebezpiecznych zakrętów i stromych podjazdów pod górę… a kiedy już nauczysz się jeździć, wcale nie oznacza to, że jeszcze wiele razy nie spadniesz. Ja kiedyś spadłam wprost pod rozpędzoną ciężarówkę i naprawdę cudem ocalałam! Raz dosłownie. A wiele razy metaforycznie. Więc jeśli nie jesteś gotowy, żeby zaryzykować swoje życie dla swoich pragnień i marzeń, żeby zaryzykować wygodę, poczucie bezpieczeństwa i gładkie dłonie, to zostań na kanapie. A jeśli zdecydujesz się z niej wstać, nastaw się na odciski, blizny, niekończące się porażki i wielokrotnie złamane serce.

 

p.s. W Japonii pęknięte przedmioty często skleja się złotem. Wada postrzegana jest jako unikalna część historii przedmiotu, która dodaje mu piękna.

 

Jeśli mogę coś jeszcze dodać od siebie, to głęboko wierzę, że serce nie jest po to, aby nieustannie je chronić, trzymać nad nim parasol, ubierać w kalosze i kamizelki kuloodporne. Wierzę, że serce jest po to, aby doświadczało, czuło, przeżywało wszystko, co życie ma mu do zaoferowania. Aby kochało. A jak to z miłością, kochając narażamy się na zranienie. Nie chodzi jednak o to, żeby tych zranień unikać, ale raczej o to, żeby wypełniać je wiarą, nadzieją, troską i głęboką miłością do siebie i do życia. Wtedy nasze serce wypełnia się złotem, a życie staje się najpiękniejszą przygodą.

 

m.